Czasem śmierć jest naszym ostatnim przyjacielem i zdradzi nam największe sekrety bliskich gdy nas już przy nich nie będzie.

James czuł szczęście, które wypełniało każdy skrawek jego ciała. Czuł też stres, bo był to dla niego bardzo ważny dzień. Tamara czekała na niego w parku. Zanim przekroczył wejście do parku i skierował się w stronę umówionego miejsca, sprawdził czy pudełeczko z pierścionkiem zaręczynowym jest na swoim miejscu. – Mam nadzieję, że powie tak. – Myślami cały czas analizował jak to wszystko zrobi. Widział jak Tamara siada na ławce, musiała przyjść dosłownie przed nim.

Żniwiarz patrzył spokojnie na ludzi pod sobą. Nie był widoczny dla nikogo. Obserwował parę w parku miejskim.

Przyglądał się chłopakowi, który właśnie klęknął przed dziewczyną – Przykro mi, ale czas na Ciebie – Pstryknął palcami i patrzył jak młodzieniec pada na ścieżkę w parku.

Obserwował jeszcze przez chwilę jak na około nieżyjącego już chłopaka zbierają się ludzie zaciekawieni, co się stało. Zdziwiło go, kiedy zobaczył jak dziewczyna tuliła do siebie głowę tego, którego musiał do siebie wezwać. – Przykro mi Tamara. – Powiedział spokojnie. – Twój czas też nadchodzi – Uśmiechnął się jakby nie mógł doczekać się i tego spotkania.

Mężczyzna przecierał oczy, nie wiedział, gdzie jest. Znalazł się w białym pokoju. Nagle poczuł się słabo, ledwo usiadł na krześle, które było blisko niego. – Gdzie ja jestem? – Wyszeptał w swoje dłonie. – Witaj James – Usłyszał spokojny głos.

Nie wiedział skąd pochodzi, ale momentalnie poczuł spokój. – Jesteś tutaj, ponieważ nadszedł twój czas – Jaki czas? Co się dzieje? – Czuł jak jego wszystkie myśli wypełniają jego głowę. – Kim jesteś? – Rozejrzał się po pomieszczeniu, ale ciągle był tutaj sam.

– Jesteś gotów na koniec? – Usłyszał w głowie i poczuł nagle wewnętrzny spokój jakby to była tylko rozmowa. – Nie wiem, nie potrafię teraz na to odpowiedzieć – Przetarł oczy i prawie podskoczył, kiedy na miejscu przed nim pojawił się człowiek w szarej marynarce.

Jego oczy były srebrne, włosy również, ale nie był starcem. – Kim jesteś?! – Od razu odsunął się od niego. – To zależy od Ciebie – Odpowiedział nieznajomy. – Dla wielu jestem śmiercią, inni zwą mnie żniwiarzem, a jeszcze inni przyjacielem. Od Ciebie zależy jak będziesz mnie postrzegać podczas tej rozmowy – Wyjął z kieszeni karteczkę. – Jak to jest kochać kogoś innego? – Spojrzał na chłopaka, który nie mógł uwierzyć w to wszystko, co właśnie się działo.

– To jest najwspanialsze uczucie na świecie – Powiedział bez zastanowienia uśmiechając się.

– Czułeś kiedykolwiek coś tak wspaniałego wcześniej? – Żniwiarz słuchał z zaciekawieniem mężczyzn i z każdym jego słowem było mu go coraz bardziej żal, że musiał zrobić i w jego losie ostateczny porządek.

– Nie, pierwszy raz byłem świadkiem czegoś takiego pięknego – Żniwiarz znów zobaczył uśmiech na jego twarzy i wyczuł spokój. Lubił, kiedy jego rozmówcy byli spokojni w jego obecnośći.

– Czułeś także jak Cię wezwałem? – Jego rozmówca uśmiechnął się do niego jakby czekał na coś.

– Zaraz, to pstryknięcie, które słyszałem zanim upadłem to byłeś ty? – Nagle przypomniał sobie, co miał dziś zrobić.

– Nie rozumiesz, muszę wracać – Uderzył dłońmi w blat stołu gwałtownie wstając, a jego oczy.

– Miłość w twoim losie nigdy nie była pisana – Powiedział spokojnie jakby jego historia była dla niego jedną z tysięcy, jakby nie miał już w sobie ani grama emocji.

– Kim ty jesteś by decydować o moim losie? – James wycedził przez zęby patrząc na swojego rozmówcę oczyma pełnymi złości.

– Ja tylko wykonuję swoją pracę – Żniwiarz uśmiechnął się spokojnie do mężczyzny przed sobą jakby jego przypadek nie był nowością.

– I robisz to z taką łatwością? Jakbym był dla Ciebie nikim – James opadł na krzesło kompletnie zrezygnowany, wiedząc, że nie uda mu się niczego wskórać.

– Nie było łatwo się przyzwyczaić, dopiero po drugim milenium – Rozłożył karteczkę przed sobą.

– Co to jest? – Zapytał biorąc ją w dłonie. Była to lista imion. Poczuł jak w jego umyśle rodzi się iskra strachu wymieszana z przerażeniem. Te wszystkie imiona były mu bardzo dobrze znane. Obok każdego z nich znajdowała się data.

– Mam możliwość wybrania jednej osoby, której pozostałe lata przejdą na osobę z listy – Westchnął tak jakby żałował tego, co mu dziś zrobił. Istotnie tak było. Ba, nawet chciałby być na jego miejscu, chociaż na sekundę.

– I dlaczego ja mogę wybrać jedną duszę? – James spojrzał na niego nie mogąc przyjąć do wiadomości wyboru, którego miał właśnie dokonać.

– Bo ty jako jedyny z tysięcy w tym stuleciu miałeś otrzymać najprawdziwszą miłość ze wszystkich, jaką kiedykolwiek miałem przyjemność obserwować – Chłopak słysząc te słowa poczuł jak po jego policzkach spływają łzy.

– Jak to? – Próbował opanować się – Ty naprawdę niczego nie zauważyłeś? – Żniwiarz zbliżył powoli twarz w jego stronę. – Człowieku, szczęście patrzyło Ci w twarz cały ten czas.

– Nie zauważyłem, czego? – James czuł się kompletnie zdezorientowany bojąc się tego, co zaraz usłyszy od żniwiarza.

– Dziś miałeś spotkać dwie, a nie jedną osobę – Żniwiarz spojrzał na mężczyznę przed sobą i uśmiechnął się, gdy zobaczył najszczerszy uśmiech od wielu dekad.

– Chcesz mi powiedzieć, że miałem zostać ojcem? – Spojrzał na żniwiarza, który niemo pokiwał głową.

– Nie tylko ojcem – Dodał jego ostatni przyjaciel.

Chłopak poczuł jak ulatują z niego ostatnie emocje, a on traci jakiekolwiek przywiązanie do tego świata. Żniwiarz obserwował go uważnie, wiedział, że ten człowiek jest gotów na odejście.

Cieszył się, że powiedział mu prawdę, która wyczyściła jego serce zanim pójdzie dalej, ponieważ dialog ze śmiercią to tylko połowa drogi.