Gry to element mojego życia, który zmienił wiele. Dziś dokładam do nich czasem fundusze oraz swój czas.
Dzielę się tym, co dla mnie jest w nich genialne. I dziś napiszę o pewnej rzeczy, która jest w nich najzabawniejsza.
Jedno proste pytanie o gry na Twitterze
A zadał je Pan Nindyk
Macie w głowie jakiś element gry (intro, muzyka, konkretny fragment rozgrywki), który siedzi w niej od lat i za Chiny Ludowe nie chce z niej wyjść?
Pan Nindyk

Zacznijmy od trailerów (bo niestety nie mam żadnego intra), które nie mogą wyjść mi z głowy.
Powyższy trailer zawsze przyprawia mnie o dreszcze, gdy tylko do niego wracam. Klimatyczna muzyka, ciemne i wyniszczone miasto. A do tego tajemniczy obserwator, magia i zemsta.
Czego chcieć więcej? Ja jestem totalnie kupiony i to trzykrotnie.
O serii pisałem tutaj: Dishonored, Dishonored 2 oraz Death of the Outsider.
Jest jeszcze jeden trailer, którego przekaz został głęboko w mojej głowie, a mowa tutaj o trailerze z Wiedźmina. A odpowiadają za niego ludzie z CD PROJEKT RED.
Muzyka w tych grach to jest magia
O muzyce mógłbym pisać i pisać, dlatego zostawię tutaj jedną rzecz:
I pozwolę sobie zacytować fragment z artykułu kolegi Pawła:
Dzisiaj bowiem tradycyjna orkiestra jest w stanie zagrać duży koncert nie tylko muzyki poważnej, ale również popularnej.
Sinfonia la videojocs (Symfonia gier wideo)
Wiedźmin powrócił…
Gry i ich najlepsze momenty
Tutaj jest o tyle trudno, że nie potrafię wybrać najlepszych momentów. Było ich trochę przez te lata grania.
Jednak jest pewien moment, który na zawsze pozostanie w mojej głowie, a jest to przemowa z Assassin’s Creed 2.
Ten materiał obroni się sam. Wiem też, że AC2 jest produkcją fikcyjną, lecz dla mnie ma ona szczególne znaczenie.
Byłem w miejscu, gdzie stał stos Savonaroli i wtedy zobaczyłem, co dała mi seria Assassin’s Creed. Miałem możliwość porównania świata fikcyjnego z prawdziwym.
I to było niesamowite doświadczenie.
I w dodatku nie był to jedyny moment, gdzie mogłem zrobić takie porównanie, ale o tym będzie kiedyś i inaczej. Bo trochę takich miejsc było i opowieści oraz porównań.

I wtedy oddałem się tej serii na dobrą dekadę, a nawet trochę więcej.
To jednak nie wszystko…
Są takie momenty w grach, które zostają w twoim sercu. Nawet wtedy, gdy wiesz, że jest to ostatnia misja…
Wszyscy Fani Mass Effect wiedzą, że ta misja była jedną z najlepszych. Człowiek czuł się, że to jest to. Zebrało się drużynę, by uratować galaktykę.
I to nie byle jaką drużynę, bo przyjaciół, renegatów, bohaterów i tych, którzy się porwą na zadanie, które może skończy się ich końcem.
Ostatnią rzeczą, o której chcę powiedzieć to pewne miejsce w świecie Wiedźmina. Wilcze siedliszcze, gdzie czuję się jak w domu.
Wszystko zaczęło się od jednego pytania, a nie wiedziałem, że skończę ten artykuł i uświadomię sobie, co sprawiło, że zakochałem się w tak niesamowitych grach.
To, co umieściłem wyżej jest też odpowiedzią na pytanie Bartka, którego znacie pod pseudonimem Pan Nindyk.
Może po lekturze tego tekstu, on i inni gracze pokażą to, co za Chiny nie może im wyjść z głowy lub i z serca.
Bo wiem, że nie jestem jedynym, którego wciągnęły takie małe elementy.
W końcu każdy z nas ma te momenty, muzykę i inne momenty sprawiające, że gdzieś tam nas coś rusza.
Chociaż nigdy nie zakładałem, że pokaże swoje. Przynajmniej dziś i teraz. Zresztą, mam jeszcze kilka niespodzianek dotyczących gier, ale wszystko w swoim czasie.
Kojarzę, ale nigdy za bardzo się nad tym nie pochylałem.
U mnie najczęściej gra w głowie muzyczka ze Spy Hunter, bodajże z lat 80 zeszłego stulecia. Nie pamiętam już na czym w to grałem, na C64 czy Atari 65XE, ale dźwięk się zakodował dożywotnio. https://www.youtube.com/watch?v=qqw6yRlWc2c